piątek, 30 listopada 2012

Krem a la łosoś :P

Dzisiaj krótko i jak już ostatnio koralikowo-bransoletkowo, ale z kremem i łososiem :P Kolejna koralikowo-szydełkowa z Toho 11/o na 8 koralików w rzędzie. Wzorek już prezentowany w przedostatnim poście, ale w kolorach łososia, kremu i śmietanki, cytrynki zabrakło ;)


Obiecałam jeszcze pokazać konkursową grę planszową z motywem Misia. Została przygotowana z okazji jego święta. Po ogłoszeniu konkursu, każda zgłoszona gra ma zostać udostępniona dzieciom do zabawy na świetlicy. Uważam, że to fajny pomysł.
W naszą udało nam się zagrać i miałyśmy z Lilą frajdę, a przy okazji testowałyśmy, czy wymyślone przez nas zadania są do wykonania :)
Według mnie, gry planszowe to doskonały sposób na spędzenie z dzieckiem wolnego czasu. Warto też pofatygować się i stworzyć własną grę. Oczywiście trochę trzeba się napracować, ale czy nie przyjemnie jest później w taką grę zagrać! Myślę, że tak. Zatem do dzieła! 


P.S. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w moim rozdaniu. Może niebawem pokażę coś więcej, co jest do wygrania, chociaż skoro to świąteczne słodkości, to powinny pozostać tajemnicą do końca. To tak jak z prezentami pod choinką. Ja zawsze się cieszę na ten moment i nieważne co bym znalazła pod choinką i tak ogarnia mnie dreszczyk emocji.

Dziękuję za każde wasze słówko. Pozdrawiam i życzę udanego, andrzejkowego wieczoru :)

Krem a la łosoś :P

Dzisiaj krótko i jak już ostatnio koralikowo-bransoletkowo, ale z kremem i łososiem :P Kolejna koralikowo-szydełkowa z Toho 11/o na 8 koralików w rzędzie. Wzorek już prezentowany w przedostatnim poście, ale w kolorach łososia, kremu i śmietanki, cytrynki zabrakło ;)


Obiecałam jeszcze pokazać konkursową grę planszową z motywem Misia. Została przygotowana z okazji jego święta. Po ogłoszeniu konkursu, każda zgłoszona gra ma zostać udostępniona dzieciom do zabawy na świetlicy. Uważam, że to fajny pomysł.
W naszą udało nam się zagrać i miałyśmy z Lilą frajdę, a przy okazji testowałyśmy, czy wymyślone przez nas zadania są do wykonania :)
Według mnie, gry planszowe to doskonały sposób na spędzenie z dzieckiem wolnego czasu. Warto też pofatygować się i stworzyć własną grę. Oczywiście trochę trzeba się napracować, ale czy nie przyjemnie jest później w taką grę zagrać! Myślę, że tak. Zatem do dzieła! 


P.S. Serdecznie zapraszam do wzięcia udziału w moim rozdaniu. Może niebawem pokażę coś więcej, co jest do wygrania, chociaż skoro to świąteczne słodkości, to powinny pozostać tajemnicą do końca. To tak jak z prezentami pod choinką. Ja zawsze się cieszę na ten moment i nieważne co bym znalazła pod choinką i tak ogarnia mnie dreszczyk emocji.

Dziękuję za każde wasze słówko. Pozdrawiam i życzę udanego, andrzejkowego wieczoru :)

czwartek, 29 listopada 2012

Uśmiech w deszczu

Pogoda jesienna, deszczowa, ale ciepła. Mimo całej tej aury przyjemnie było dzisiaj wyjść z małą na spacer (szczególnie po tych kilku dniach siedzenia w domu z powodu jej choroby). Muszę powiedzieć, że co jak co, ale naładowałam się pozytywną energią. Baterie jeszcze nie krzyczą "low", więc zasiadłam przed swoim małym światem i utworzyłam taką oto bransoletką. Tęczową, a jakże, aby było bliżej dzisiejszej aury mały dodatek w postaci parasolki :P


Toho 11/0 na 6 koralików w rzędzie w smacznych kolorkach :P

P.S. Miało być o Misiu, ale to już jutro. Moje baterie ok, ale w aparacie niestety "low" :P
Obiecuję jutro nadrobić zaległość.

Uśmiech w deszczu

Pogoda jesienna, deszczowa, ale ciepła. Mimo całej tej aury przyjemnie było dzisiaj wyjść z małą na spacer (szczególnie po tych kilku dniach siedzenia w domu z powodu jej choroby). Muszę powiedzieć, że co jak co, ale naładowałam się pozytywną energią. Baterie jeszcze nie krzyczą "low", więc zasiadłam przed swoim małym światem i utworzyłam taką oto bransoletką. Tęczową, a jakże, aby było bliżej dzisiejszej aury mały dodatek w postaci parasolki :P


Toho 11/0 na 6 koralików w rzędzie w smacznych kolorkach :P

P.S. Miało być o Misiu, ale to już jutro. Moje baterie ok, ale w aparacie niestety "low" :P
Obiecuję jutro nadrobić zaległość.

środa, 28 listopada 2012

Na miętę mam chętkę


Tworzę, tworzę tylko ostatnio tyle się u mnie dzieje, że nie nadążam ze wszystkim. Nawet te sprawy bardzo ważne muszę odkładać na później, a gdy mam już chwilę, to jestem zbyt zmęczona by zebrać się i je załatwić. Młoda miała od soboty wieczór gorączkę, dzisiaj od rana na szczęście spokój. Chyba już przeszło. Przynajmniej mam taką nadzieję.

W międzyczasie ze starszą przygotowywałyśmy grę na Święto Misia. Na razie nie napiszę nic więcej, bo do jutra jest termin składania prac. W kolejnym poście już wszystko wyjaśnię. Nie jest to wielka tajemnica, ale sami rozumiecie, że lepiej przed czasem nie ujawniać szczegółów :)

Jakoś tak wychodzi, że większym natchnieniem cieszą się jak na razie bransoletki. Dzisiaj w odcieniach zieleni z dodatkiem mięty :P Spodobał mi się ten kolorek z Toho 11o Opaque-Lustered Mint Green. Wkomponowałam go z dodatkiem ciemniejszego zielonego oraz żółtego, a także w pozostałe odcienie zielonego. Moje propozycje przedstawiam poniżej:

z żółtym na 6 koralików w rzędzie:

 Dodałam motyla, jako uzupełnienie.

Druga propozycja, to nowy, wymyślony wzorek na 8 koralików w rzędzie. Bransoletkę zakończyłam ananasowym charms'em. Nie wiem czy na zdjęciu widać dokładnie użycie 3 odcieni zielonego.




Na miętę mam chętkę


Tworzę, tworzę tylko ostatnio tyle się u mnie dzieje, że nie nadążam ze wszystkim. Nawet te sprawy bardzo ważne muszę odkładać na później, a gdy mam już chwilę, to jestem zbyt zmęczona by zebrać się i je załatwić. Młoda miała od soboty wieczór gorączkę, dzisiaj od rana na szczęście spokój. Chyba już przeszło. Przynajmniej mam taką nadzieję.

W międzyczasie ze starszą przygotowywałyśmy grę na Święto Misia. Na razie nie napiszę nic więcej, bo do jutra jest termin składania prac. W kolejnym poście już wszystko wyjaśnię. Nie jest to wielka tajemnica, ale sami rozumiecie, że lepiej przed czasem nie ujawniać szczegółów :)

Jakoś tak wychodzi, że większym natchnieniem cieszą się jak na razie bransoletki. Dzisiaj w odcieniach zieleni z dodatkiem mięty :P Spodobał mi się ten kolorek z Toho 11o Opaque-Lustered Mint Green. Wkomponowałam go z dodatkiem ciemniejszego zielonego oraz żółtego, a także w pozostałe odcienie zielonego. Moje propozycje przedstawiam poniżej:

z żółtym na 6 koralików w rzędzie:

 Dodałam motyla, jako uzupełnienie.

Druga propozycja, to nowy, wymyślony wzorek na 8 koralików w rzędzie. Bransoletkę zakończyłam ananasowym charms'em. Nie wiem czy na zdjęciu widać dokładnie użycie 3 odcieni zielonego.




poniedziałek, 26 listopada 2012

Świąteczne słodkości :)

Ostatnio moje blogowanie kuleje, dlatego też w ramach wynagrodzin postanowiłam ogłosić Mikołajowe słodkości :) 

Do zgarnięcia będzie:
1. coś szydłowego (wykonanego przeze mnie); (można podejrzeć tu)
2. coś biżuteryjnego (wykonanego przeze mnie); (można podejrzeć tu)
3. coś słodkiego;
4. na koniec trochę biżuteryjnych przydasi;

Jednak bez zasad się nie obejdzie ;P
1. Słodkości dla osób mających adres na terenie Polski;
2. Do rozdania zapraszam osoby blogujące; jeśli nie prowadzisz bloga to umieść info o słodkościach na tablicy fb (wraz z banerem) i podaj linka w komentarzu plus swój adres mailowy;
3. Pozostaw komentarz pod tym postem z informacją o chęci udziału w zabawie oraz podaj nazwę ciasta, które najczęściej pieczesz (lub ewentualnie jesz ;p ) na Święta, a przepis prześlij mi na maila: roznosci.vivien@gmail.com (opcjonalnie).
4. Podlinkuj poniższy banerek u siebie na pasku bocznym z odnośnikiem do tego posta.
5. Będzie mi miło jak dołączysz do grona obserwatorów, ale nie jest to warunek konieczny.
6. Zapisy trwają do 14.12.2012 do północy, ogłoszenie w ciągu 2-3 dni, tak aby paczuszka dotarła na Święta.
7. W przypadku małej ilości chętnych (poniżej 15 osób) przedłużę zapisy bądź odwołam rozdanie.
8. Chyba o niczym nie zapomniałam :P 

Zapraszam do zabawy i życzę szczęścia :)

Banerek do podlinkowania:


Zgodnie z pkt 7 candy zostało odwołane. Osobom, które na nie się zapisały serdecznie dziękuję (dziewczyny wynagrodzę wam to dodatkowym losem, jeśli zapiszecie się na kolejne candy u mnie). Tym razem już bez niespodzianek, wszystko będzie na zdjęciu.
Jeszcze raz dziękuję za udział w zabawie.

Świąteczne słodkości :)

Ostatnio moje blogowanie kuleje, dlatego też w ramach wynagrodzin postanowiłam ogłosić Mikołajowe słodkości :) 

Do zgarnięcia będzie:
1. coś szydłowego (wykonanego przeze mnie); (można podejrzeć tu)
2. coś biżuteryjnego (wykonanego przeze mnie); (można podejrzeć tu)
3. coś słodkiego;
4. na koniec trochę biżuteryjnych przydasi;

Jednak bez zasad się nie obejdzie ;P
1. Słodkości dla osób mających adres na terenie Polski;
2. Do rozdania zapraszam osoby blogujące; jeśli nie prowadzisz bloga to umieść info o słodkościach na tablicy fb (wraz z banerem) i podaj linka w komentarzu plus swój adres mailowy;
3. Pozostaw komentarz pod tym postem z informacją o chęci udziału w zabawie oraz podaj nazwę ciasta, które najczęściej pieczesz (lub ewentualnie jesz ;p ) na Święta, a przepis prześlij mi na maila: roznosci.vivien@gmail.com (opcjonalnie).
4. Podlinkuj poniższy banerek u siebie na pasku bocznym z odnośnikiem do tego posta.
5. Będzie mi miło jak dołączysz do grona obserwatorów, ale nie jest to warunek konieczny.
6. Zapisy trwają do 14.12.2012 do północy, ogłoszenie w ciągu 2-3 dni, tak aby paczuszka dotarła na Święta.
7. W przypadku małej ilości chętnych (poniżej 15 osób) przedłużę zapisy bądź odwołam rozdanie.
8. Chyba o niczym nie zapomniałam :P 

Zapraszam do zabawy i życzę szczęścia :)

Banerek do podlinkowania:


Zgodnie z pkt 7 candy zostało odwołane. Osobom, które na nie się zapisały serdecznie dziękuję (dziewczyny wynagrodzę wam to dodatkowym losem, jeśli zapiszecie się na kolejne candy u mnie). Tym razem już bez niespodzianek, wszystko będzie na zdjęciu.
Jeszcze raz dziękuję za udział w zabawie.

sobota, 17 listopada 2012

Konkursowo - papierowo

Nasz buraczek brał udział w dwóch konkursach szkolnych. Terminy były napięte, ale się udało na czas je wykonać :) Oczywiście jak to zwykle bywa w tego typu pracach, trochę żeśmy się sprzeczały. Ja jak to mama, muszę swoje pogadać, podpowiedzieć, ponudzić i ponarzekać :P Nie nie, żartuje, aż tak źle nie jest. Do takich zrzęd raczej nie należę, nie mniej trochę pogadałam co to staranności wykonania, bo z klejem trzeba delikatnie ;)

Do rzeczy... Pierwsza praca pt. "Jesień ukryta w kołach" miała być wykonana w technice origami kołowym płaskim w formacie A3. Konkurs dla dzieci w młodszych klasach, zatem na razie przestrzenna forma nas nie obowiązuje. Najpierw trochę czasu zmarnowałyśmy na wymyślanie koncepcji. Parę ich było. Córka miała swoją wizję (i dobrze, bo to konkurs dla dzieci nie dla dorosłych), ja swoją. Suma sumarum w praktyce i tak improwizacja. W trakcie prac powstawały nowe pomysły (to pieska, to ptaszka itd). Powiem, że pierwsze 2 godziny pracy były super, po tym czasie obie miałyśmy już dosyć. W końcu ile można siedzieć i wyklejać. Zostawiłyśmy na następny dzień. Też zeszło ze 2 godziny. I znowu przesyć. Do pracy podchodziłyśmy 4 razy, ze względu na poziom szczegółowości pracowałyśmy nad nią ponad 6 godzin. Chciałam, aby córka jak najwięcej sama zrobiła, stąd pewnie taki długi czas wykonania. Kryteria jakie brane były pod uwagę to m.in. staranność wykonania, wrażenia artystyczne. Należy dodać, że miała to być jakaś scenka. Nasz to grzybobranie.
Najbardziej z tej pracy podobają mi się wykonane przez córkę drzewka. Według mnie są rewelacyjne i dobrze oddają klimat jesieni. 

Druga praca wzięła udział w konkursie na szkolną maskotkę. Pierwotnie miała być sowa, ale dowiedziałyśmy się, że dobra koleżanka z klasy już ją wykonała, więc nie chciałyśmy powielać. Zrobiony został psiak. Może odbiega trochę od wymagań konkursowych, ale już nie miałyśmy czasu na wymyślenie czegoś innego. (trzeba było pracę oddać nazajutrz). Maskotka miała być wykonana w formie przestrzennej - dla starszych klas lub w formie płaskiej dla młodszych wraz z instrukcją uszycia. Maskotka miała oddawać charakter szkoły, a że nasza, jak to większość mówi jest najlepsza na świecie :P zatem kolorowa, uśmiechnięta praca może zostanie odebrana pozytywnie i wpasuje się w klimat szkolny. 
I jak wam się podobają prace?

Konkursowo - papierowo

Nasz buraczek brał udział w dwóch konkursach szkolnych. Terminy były napięte, ale się udało na czas je wykonać :) Oczywiście jak to zwykle bywa w tego typu pracach, trochę żeśmy się sprzeczały. Ja jak to mama, muszę swoje pogadać, podpowiedzieć, ponudzić i ponarzekać :P Nie nie, żartuje, aż tak źle nie jest. Do takich zrzęd raczej nie należę, nie mniej trochę pogadałam co to staranności wykonania, bo z klejem trzeba delikatnie ;)

Do rzeczy... Pierwsza praca pt. "Jesień ukryta w kołach" miała być wykonana w technice origami kołowym płaskim w formacie A3. Konkurs dla dzieci w młodszych klasach, zatem na razie przestrzenna forma nas nie obowiązuje. Najpierw trochę czasu zmarnowałyśmy na wymyślanie koncepcji. Parę ich było. Córka miała swoją wizję (i dobrze, bo to konkurs dla dzieci nie dla dorosłych), ja swoją. Suma sumarum w praktyce i tak improwizacja. W trakcie prac powstawały nowe pomysły (to pieska, to ptaszka itd). Powiem, że pierwsze 2 godziny pracy były super, po tym czasie obie miałyśmy już dosyć. W końcu ile można siedzieć i wyklejać. Zostawiłyśmy na następny dzień. Też zeszło ze 2 godziny. I znowu przesyć. Do pracy podchodziłyśmy 4 razy, ze względu na poziom szczegółowości pracowałyśmy nad nią ponad 6 godzin. Chciałam, aby córka jak najwięcej sama zrobiła, stąd pewnie taki długi czas wykonania. Kryteria jakie brane były pod uwagę to m.in. staranność wykonania, wrażenia artystyczne. Należy dodać, że miała to być jakaś scenka. Nasz to grzybobranie.
Najbardziej z tej pracy podobają mi się wykonane przez córkę drzewka. Według mnie są rewelacyjne i dobrze oddają klimat jesieni. 

Druga praca wzięła udział w konkursie na szkolną maskotkę. Pierwotnie miała być sowa, ale dowiedziałyśmy się, że dobra koleżanka z klasy już ją wykonała, więc nie chciałyśmy powielać. Zrobiony został psiak. Może odbiega trochę od wymagań konkursowych, ale już nie miałyśmy czasu na wymyślenie czegoś innego. (trzeba było pracę oddać nazajutrz). Maskotka miała być wykonana w formie przestrzennej - dla starszych klas lub w formie płaskiej dla młodszych wraz z instrukcją uszycia. Maskotka miała oddawać charakter szkoły, a że nasza, jak to większość mówi jest najlepsza na świecie :P zatem kolorowa, uśmiechnięta praca może zostanie odebrana pozytywnie i wpasuje się w klimat szkolny. 
I jak wam się podobają prace?

poniedziałek, 12 listopada 2012

Kolejna porcja wstążkowych

W ostatnim poście niewiele było widać z wstążkowych propozycji. Dzisiaj zaprezentuję trochę więcej. Są bardzo proste w wykonaniu ale mi się podobają :)

Zanim jednak pokażę trochę zdjęć, chciałabym was gorąco zachęcić do głosowania na moją pracę u Asia_Majstruje Możesz mnie znaleźć pod nr 5 (Vivien). Z góry serdecznie dziękuję wszystkim którzy na mnie zagłosują.
Są i zdjęcia...
1. Czerwono-różowa:
2. Turkusowo-fioletowa:
3. Czerwono-złota:
4. Turkusowa:
5. Biel i fiolet:
Są i kolczyki:

Kolejna porcja wstążkowych

W ostatnim poście niewiele było widać z wstążkowych propozycji. Dzisiaj zaprezentuję trochę więcej. Są bardzo proste w wykonaniu ale mi się podobają :)

Zanim jednak pokażę trochę zdjęć, chciałabym was gorąco zachęcić do głosowania na moją pracę u Asia_Majstruje Możesz mnie znaleźć pod nr 5 (Vivien). Z góry serdecznie dziękuję wszystkim którzy na mnie zagłosują.
Są i zdjęcia...
1. Czerwono-różowa:
2. Turkusowo-fioletowa:
3. Czerwono-złota:
4. Turkusowa:
5. Biel i fiolet:
Są i kolczyki:

poniedziałek, 5 listopada 2012

Ze wstążką...

Bardzo dawno nic nie umieściłam u siebie. Jesień nie nastroiła mnie zbyt pozytywnie, a i za oknem dopiero do prace robotnicy zakończyli. Najpierw prawie 3 tygodnie pod moimi oknami robili parking, chodnik dla pieszych oraz przejście. Prace zaczynali powiedzmy przyzwoicie bo o 7:00, ale dla mnie to jeszcze ranek. Z małą wstajemy ok. 8:00 więc musiałyśmy zamykać okna by było ciut ciszej. Kurzu, hałasu - bo płytki chodnikowe przycinali akurat pod moim oknem, co nie miara. Nieważne, że kładli je 50 metrów dalej, płytki najlepiej cięło się akurat w tym miejscu. Prace prowadzili od 7:00 do 17:00, czasem wcześniej kończyli jak niepogoda. Sobota też dzień pracujący, a co tam o 7:00 też można pracować. Tylko szkoda, że zaczynali od tych prac głośniejszych. Na szczęście zlitowali się w niedziele. 
Po 3 tygodniach pomalowali ładnie przejście, odświeżyli linie na drodze i postawili nowe znaki. Super w końcu koniec już myślałam, ale nieeee pomyłka. Na drugi dzień (tj. wtorek) zaczęły się prace z krawężnikami - wymianka. Masakra, głośno od nowa, z tą różnicą, że prace zaczynały się od 7:00 ale trwały do 20:00. No dobrze, ulica nie za długa, więc może szybko skończą. Owszem skończyli w czwartek. W piątek z rana znowu niespodzianka.... Ulice zdzierają by nową nałożyć. (Jak to? przecież ją dopiero co malowali?!) Ok. dobrze, nie znam się na tym. Pozytywnie, myślę sobie, w końcu nie będzie dołów, dobrze się będzie prowadziło i może mniej szumu pod oknem. 
Wychodzę by odprowadzić dziecko do szkoły, a tu bum.. nie ma przystanku, trzeba na okrętkę iść. I z tym się pogodziłam, oczywiście dla dobra sprawy, skoro ma być piękna ulica. Będzie dłuższy spacer, tylko czemu akurat w ten dzień zaczął śnieg padać!!! i wiać silny, zimny wiatr?! Przez weekend pracowali by skończyć jezdnię. Można też było się przekonać, jak pomysłowi są kierowcy. Najbardziej podobał mi się kierowca, który wjechał na "jezdnię" niczym się nie przejmując, po czym zobaczył walec na drodze (walcował akurat nowo położoną nawierzchnię) i zaczął na niego trąbić ni z tego ni z owego. Aaa był i kierowca, który wjechał w studzienkę, a potem darł się na robotników, że to ich wynika. Jak to zrobił nie wiem, do tej pory się nad tym zastanawiam. Po położeniu drogi już myślałam, że chyba już nic innego być nie może. Rano w poniedziałek łup, warkot, krzyki. Zerwałam się z łóżka by sprawdzić co to... Nowi robotnicy, chodnik zdzierają obok i naprzeciwko by nową kostkę położyć. Skończyli szybko, tylko szkoda, że po sobie nie posprzątali. Minął już prawie tydzień od zakończenia prac, a ja co dzień idąc do domu przynoszę kilo piachu (nie ma innej drogi). A i przejść oznaczonych też nie ma, chyba nie przewidzieli, a może zapomnieli?
Po drugiej stronie (nie widać tego na zdjęciu), piachu jest dwa razy więcej. 

No tak temat inny, a ja tu żalę się na robotników. Naszło mnie na perełkowe bransoletki ze wstążkami. Podobają mi się o tyle, że są na gumeczce i pasują prawie na każdą rękę :)
Nie umiem robić ładnych zdjęć (w dodatku wieczorem), także prezentuję takie jakie udało się pstryknąć.


Ze wstążką...

Bardzo dawno nic nie umieściłam u siebie. Jesień nie nastroiła mnie zbyt pozytywnie, a i za oknem dopiero do prace robotnicy zakończyli. Najpierw prawie 3 tygodnie pod moimi oknami robili parking, chodnik dla pieszych oraz przejście. Prace zaczynali powiedzmy przyzwoicie bo o 7:00, ale dla mnie to jeszcze ranek. Z małą wstajemy ok. 8:00 więc musiałyśmy zamykać okna by było ciut ciszej. Kurzu, hałasu - bo płytki chodnikowe przycinali akurat pod moim oknem, co nie miara. Nieważne, że kładli je 50 metrów dalej, płytki najlepiej cięło się akurat w tym miejscu. Prace prowadzili od 7:00 do 17:00, czasem wcześniej kończyli jak niepogoda. Sobota też dzień pracujący, a co tam o 7:00 też można pracować. Tylko szkoda, że zaczynali od tych prac głośniejszych. Na szczęście zlitowali się w niedziele. 
Po 3 tygodniach pomalowali ładnie przejście, odświeżyli linie na drodze i postawili nowe znaki. Super w końcu koniec już myślałam, ale nieeee pomyłka. Na drugi dzień (tj. wtorek) zaczęły się prace z krawężnikami - wymianka. Masakra, głośno od nowa, z tą różnicą, że prace zaczynały się od 7:00 ale trwały do 20:00. No dobrze, ulica nie za długa, więc może szybko skończą. Owszem skończyli w czwartek. W piątek z rana znowu niespodzianka.... Ulice zdzierają by nową nałożyć. (Jak to? przecież ją dopiero co malowali?!) Ok. dobrze, nie znam się na tym. Pozytywnie, myślę sobie, w końcu nie będzie dołów, dobrze się będzie prowadziło i może mniej szumu pod oknem. 
Wychodzę by odprowadzić dziecko do szkoły, a tu bum.. nie ma przystanku, trzeba na okrętkę iść. I z tym się pogodziłam, oczywiście dla dobra sprawy, skoro ma być piękna ulica. Będzie dłuższy spacer, tylko czemu akurat w ten dzień zaczął śnieg padać!!! i wiać silny, zimny wiatr?! Przez weekend pracowali by skończyć jezdnię. Można też było się przekonać, jak pomysłowi są kierowcy. Najbardziej podobał mi się kierowca, który wjechał na "jezdnię" niczym się nie przejmując, po czym zobaczył walec na drodze (walcował akurat nowo położoną nawierzchnię) i zaczął na niego trąbić ni z tego ni z owego. Aaa był i kierowca, który wjechał w studzienkę, a potem darł się na robotników, że to ich wynika. Jak to zrobił nie wiem, do tej pory się nad tym zastanawiam. Po położeniu drogi już myślałam, że chyba już nic innego być nie może. Rano w poniedziałek łup, warkot, krzyki. Zerwałam się z łóżka by sprawdzić co to... Nowi robotnicy, chodnik zdzierają obok i naprzeciwko by nową kostkę położyć. Skończyli szybko, tylko szkoda, że po sobie nie posprzątali. Minął już prawie tydzień od zakończenia prac, a ja co dzień idąc do domu przynoszę kilo piachu (nie ma innej drogi). A i przejść oznaczonych też nie ma, chyba nie przewidzieli, a może zapomnieli?
Po drugiej stronie (nie widać tego na zdjęciu), piachu jest dwa razy więcej. 

No tak temat inny, a ja tu żalę się na robotników. Naszło mnie na perełkowe bransoletki ze wstążkami. Podobają mi się o tyle, że są na gumeczce i pasują prawie na każdą rękę :)
Nie umiem robić ładnych zdjęć (w dodatku wieczorem), także prezentuję takie jakie udało się pstryknąć.